statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
a little help from my friends
Mój nieregularnik pisany zależy obecnie od stanu chwili. Teraz mam taki stan, że mi się chcę. Po prostu. Ostatnio dopadła mnie chęć zmian. Ale o tym może kiedy indziej... Niedawne urodziny Pawła ogromnie udane. Dawno niewidziane miejsce (kurczę, fajnie się mieszkało na Sikorniku, na pewno będę zawsze ciepło wspominał), dawno niewidziani ludzi. Takich chwil potrzebowałem. Darcie się w niebo głosy podczas jazdy autobusem.
A teraz też z potrzeb chwili... Bo ten blog miał być zimny, subiektywny i daleki od uczuć. Ale muszę... Bo pisałem, że Emilka nie jest już moją dziewczyną... Prawda, bo od 18 kwietnia jest moją narzeczoną. I przez prawie pół roku mieszkania razem stwierdzam, że już nic mi do szczęścia nie brakuje. Znowu banalnie i infantylnie.
O reszcie jakoś mi się nie chce pisać.
Nowa płyta Gibbarda i reszty już jest. Na razie oceniam na chłodno.
Myslovitz już za parę dni. Mieliśmy być w sobotę na ich koncercie, ale zrezygnowaliśmy z powodu pogody. Zrekompensowały nam to (i tu dowcipna parafraza:)
-Szampan z biedronki - 4,79 zł
-Hot dogi - ok 6 zł za sztukę
-pakiet telewizji cyfrowej z HBO - 39 zł /mies.
-leniwy, spokojny, sobotni wieczór - bezcenne

Kiedyś,dawno temu było tu o debiucie Mikołaja Łozińskiego. Właśnie wydał drugą książkę zatytułowaną ... Książka. Kurczę, już nikt tak dawno nie pisał tak pięknie o takich zwyczajnych rzeczach. Chyba książka roku. A później powrócę do Nocy i Dni.

środa, 25 maja 2011, peka28
Komentarze
2011/06/01 18:05:21
Z przykrością donoszę,że nie mogę przebrnąć przez nową płytę Death Cab For Cutie,więc pytam fana...Czy to nieudany album?
-
Gość: peka28, 178.252.12.10.internetia.net.pl
2011/06/01 21:30:20
Danielu, to będzie podobna sytuacja jak u Ciebie z R.E.M. Będę bronił tego albumu. Jest w nim bardzo dużo magii... Wiesz, zaryzykuję stwierdzeniem, że tak dzisiaj graliby Bitelsi - bo Gibbard jest obecnie twórcą, który na scenie indie najwięcej czerpie z fab4. "Codes and Keys" to mieszanka takiej kontrolowanej melancholii z pięknymi melodiami, zarówno akustycznymi jak i elektronicznymi. Co niezmienia faktu, że to najsłabszy album chłopaków od czasu debiutu, niestety. Co jest tego winą ? Przypuszczam, że za duży zwrot Gibbarda w stronę takiej folkowej nudy. Autor w 2009 roku wraz z niejakim Jay Farrarem nagrał płytę zalatującą alt. country, co w całości było ciężko strawne. A na nowym albumie DCFC jest trochę takich zapożyczeń.
Ale ja nie narzekam, bo od dwóch tygodni album umila mi poranną trasę Ruda Śląska - Gliwice. I tak z uśmiechem mija czas